Close
44-240 Żory  Boczna 6
602 712 497 zapart.agnieszka@gmail.com
Psychoterapeuta nie naprawia
Notka wstępna

Na początek chcę zaznaczyć dwie rzeczy.

Po pierwsze, w tytule użyta jest forma męska “psychoterapeuta nie naprawia”, ponieważ taka częściej występuje w internecie i dzięki temu tekst lepiej się pozycjonuje. A zależy mi na dotarciu do jak najszerszego grona czytelników. W tekście będę jednak używała zamiennie słów psychoterapeuta/psychoterapeutka. Znasz to z moich obrazków – ważne jest dla mnie inkluzywne (niewykluczające) budowanie komunikacji. A temat tyczy się obydwu płci.

Po drugie, przedstawiam tu moją (miejscami bardzo osobistą) perspektywę terapeutki Gestalt. Nie wiem, czy pod tymi przemyśleniami podpisaliby się terapeuci innych nurtów, bo każdy ma swoją specyfikę. Myślę, że pod większością tak, ale wolę to zaznaczyć, że nie wypowiadam się za cały świat psychoterapii.

A teraz do rzeczy. 🙂

Jak się zostaje naprawiaczem?

Ponieważ wszelkie generalizacje są z gruntu błędne nie powiem, że wszyscy, ale zdecydowana większość, psychoterapeutek/ów, psycholożek/gów i różnych, innych “pomagaczy” nosi w sobie skrypt ratownika. Wybór tego zawodu jest dość oczywisty jeśli ma się wczesnodziecięce doświadczenia, kiedy trzeba być wsparciem dla opiekunów. Jest się obarczaną/ym ogromną odpowiedzialnością za emocje, myśli czy potrzeby innych, wchodzi się w rolę Rodzica rodziców, łagodzi konflikty rodzinne wykształcając przy tym hiperuważność na subtelne sygnały niezadowolenia, rozczarowania, smutku, lęku czy różnych innych trudnych emocji. Razem z tą odpowiedzialnością dziecko dostaje iluzję wpływu. Rodzi się więc wyobrażenie o posiadaniu mocy do naprawienia zaistniałej sytuacji i uszczęśliwienia opiekuna. No i próbuje się naprawiać. Ja próbowałam. Skutki były opłakane przede wszystkim dla mnie, bo to dziecko ostatecznie ponosi największe koszty takiego odwrócenia ról. Mogę powiedzieć, że zdecydowanie zbyt długo ćwiczyłam umiejętność słuchiwania innych. Nieświadoma historii tej umiejętności wybrałam najpierw studia z psychologii, a potem szkołę psychoterapii.

Ale jak to jest, że psychoterapeuta nie naprawia?

Na szczęście jednym z wymogów zostania psychoterapeutą jest oprócz mnóstwości godzin wykładów, warsztatów i praktyki jest własna terapia. Ponad to ustawiczne szkolenie się, podnoszenie kompetencji oraz superwizja. Kiedy na drugim roku szkoły, moja superwizorka, Ewa Canert-Łąk, powiedziała – nie mam nikogo uszczęśliwiać, bo nie ma obowiązku bycia szczęśliwym, jak ktoś bardzo nie chce to nie musi – nie czułam i nie rozumiałam, o co jej chodzi. Przecież po to jest psychoterapia, aby ludzie wychodzili z niej bardziej świadomi, szczęśliwsi, żyjący pełniej i w zgodzie ze sobą, prawda? No tak. Po to jest psychoterapia. Nie psychoterapeut(k)a! On(a) nie naprawia z kilku powodów:

  • Naprawianie zakłada, że klient(ka) jest zepsuty, że coś jest z nim nie tak. Podczas gdy, to z czym ma trudność i co go sprowadza do gabinetu jest jej/jego najlepszym, dostępnym na ten moment sposobem radzenia sobie. Pisałam o tym więcej w artykule “KREATYWNOŚĆ – MASZ JEJ WIĘCEJ NIŻ MYŚLISZ
  • Gdybym miała kogoś naprawiać, musiałabym wyjść z założenia, że wiem lepiej od niego co u niego. A nie wiem. Oczywiście, że klient/ka bardzo często przychodząc na psychoterapie nie wie, jak sobie poradzić z trudnością. Moją rolą jednak nie jest rozwiązywanie problemu za nią/niego. Wtedy nie byłoby to jej/jego rozwiązanie, bo tylko te ma realną moc zmiany, ale moje.
  • Naprawiając klienta/kę, realizowałabym swój skrypt ratownika, który dawałby mi złudne poczucie mocy, wpływu/kontroli nad innymi. No i satysfakcję, że w końcu kogoś uszczęśliwiłam. (dziecięce zapędy w uszczęśliwianiu opiekunów w taki sposób są skazane na porażkę, więc szuka się sytuacji, gdy w końcu się uda) A klient/ka nie jest na terapii po to bym ja mogła realizować dzięki niej/niemu swoje, (nie?świadome) cele. Ja jestem dla klienta/ki i świadczę usługę, w której wspieram jej/go pracę i rozwój. Jeśli chce pracować i się rozwijać.
Co zamiast naprawiania?

No dobra, jeśli psychoterapeuta nie naprawia, to co robi w gabinecie? Przede wszystkim towarzyszy, dziwi się, ciekawi tym co u klienta i wspiera. Moja nauczycielka, Ruella Frnak, zwykła mawiać dwie bardzo ważne rzeczy, które w dowolnym tłumaczeniu można ująć tak: terapeuta nie jest naprawiaczem, tylko kimś kto się zadziwia i ciekawi. Drugą zaś można przełożyć jako, że terapeuta daje aż tyle i tylko tyle wsparcia, ile jest potrzebne.

Kiedy podchodzę do klienta/ki z ciekawością tego kim jest, jak czuje, myśli, działa jestem otwarta na cokolwiek co przyniesie. Kiedy się dziwię i ciekawię, zadaję właściwe pytania. Takie, które zmuszają do refleksji, poszerzają samoświadomość, a ta jest punktem startowym dla wszelkiej zmiany. Kiedy towarzyszę i słucham, daję swoją uważną obecność. Czyli coś czego najczęściej brakłowało, ponieważ wiele traum (dużych i małych) powstaje w naszym życiu nawet nie tylko dlatego, że się wydarzyło coś trudnego emocjonalnie. Powstają dlatego, że nie było nikogo, kto pomógłby nam, tam i wtedy, sobie poradzić z tymi trudnymi emocjami. Kiedy zaś wspieram tylko i aż tyle ile trzeba, nie robię nic za kogoś. Pozwalam mu/jej uczyć się nowych rzeczy, pokonywać swoje ograniczenia i doświadczać własnej siły do wprowadzania zmian w życie.

psychoterapeuta nie naprawia

Na koniec – co jeśli naprawić się nie da, czyli o pokorze w zawodzie psychoterapeuty.

Takie spojrzenie na rolę psychoterapeutki ma szereg implikacji, chcę jednak zwrócić uwagę na jedną, szczególną. W tym podejściu wymagana jest bowiem pokora. Można by powiedzieć, że jako psychoterapeutka jestem wyposażona w wiedzę, doświadczenie i umiejętności, aby czytać z ludzi jak z książek. To może dawać poczucie mocy, przewagi oraz złudzenie, że wiem co jest dla kogoś najlepsze, co się powinno robić i jaką/jakim być.

Pokorą jest więc pamiętanie o tym, że wcale nie wiem. Pokorą jest pamiętanie, że nie mam wpływu na innych. Mogę stawać na głowie czy rzęsach i dawać z siebie absolutnie wszystko, ale nikt nie ma obowiązku tego brać i być takim, jakim ja bym go widziała. Pokorą jest wreszcie szacunek do wszelkich wyborów i decyzji klientki/a, nawet jeśli się bardzo głęboko z nimi nie zgadzam. Ponieważ łatwo jest oceniać, a trudniej rozumieć i nigdy nie będę wiedzieć do końca, czemu ktoś robi tak, a nie inaczej. Mogę jedynie wierzyć, że robi w zgodzie ze sobą i najlepiej jak potrafi na dany moment.

Nawet jeśli tym, co wybiera jest autodestrukcją – na przykład nie bierze leków pomimo choroby, pozostaje w toksycznej, przemocowej relacji albo wiecznie zaniedbuje swoje podstawowe potrzeby narażając się długoterminowo na poważne problemy zdrowotne.  Mogę się podzielić swoją opinią, uczuciami czy myślami na ten temat. Nie do mnie zaś należy ocena czy naprawianie takiej, czasem tragicznej sytuacji, bo psychoterapeuta nie naprawia. Nie tak moja rola.

Jeśli by mnie ktoś zapytał, co jest dla mnie najtrudniejsze w pracy psychoterapeutki, chyba powiedziałabym, że właśnie tak rozumiana pokora. Pamiętanie i szanowanie tego, że moją rolą nie jest naprawiać ani uszczęśliwiać, bo nikt nie ma obowiązku bycia szczęśliwym. Jak ktoś nie chce to nie musi.

Ale jak ktoś chce to może. Jestem aby mu towarzyszyć i wspierać go w drodze do zmiany na lepsze.

2 Komentarze

  • Grażyna Posted 25 czerwca 2019 10:50

    Witam!
    Świetny artykuł, przeczytałam jednym tchem i wszystko, co w nim zawarłaś zarezonowało ze mną. Szczególnie mocno i pozytywnie odebrałam pokorę, która w Twoim rozumieniu jest mi bardzo bliska i, której bardzo staram się nauczyć, głównie w relacji z moimi najbliższymi.
    Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za wartościową treść 🙂

    • Agnieszka Zapart Posted 17 lipca 2019 06:55

      Bardzo Ci dziękuję za ciepłe słowa. Ja też długo uczyłam się takiej pokory w życiu i pracy ale dobrze mi z nią. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone * są wymagane.

WP Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com