Jak zbudować poczucie własnej wartości?

Czym w ogóle jest poczucie własnej wartości?

Poczucie własnej wartości to inaczej samoocena. Nazwa może sugerować, że wynika ono z naszej własnej oceny siebie. Z tego, co o sobie myślimy i tego, co do siebie czujemy. Jest to prawda, ale tylko częściowa. Żeby popatrzeć na problem całościowo, należy uznać fakt, że nikt z nas nie żyje w próżni. Człowiek to istota relacyjna i od momentu poczęcia całe nasze istnienie kształtuje się w relacji do czegoś, a potem kogoś. Innymi słowy, od samego początku jest wokół nas jakiś świat i jacyś ludzie, którzy nie są nami.

Tworzy to poczucie odrębności, ale nie osobności! Czyli jestem odrębna o Ciebie – ja to nie Ty. Nie jestem jednak osobna, bo Ty masz wpływ na mnie (na przykład możesz zostawić komentarz pod tym postem), a ja na Ciebie – kiedy odczytujesz te słowa. Możesz je przyjąć, odrzucić albo zignorować, ale coś z nimi robisz i to sprawia, że tworzymy relację.

W pewnym sensie, nie ma mnie bez Ciebie. Nie ma mnie, gdy nie ma świata, który nie jest mną – bez tego nie mam się z czego wyodrębnić. Wracając zaś do poczucia własnej wartości. Ono także, jak inne konstrukcje w naszym umyśle, powstaje w relacji do świata. Można więc powiedzieć, że Twoja samoocena jest wypadkową Twoich doświadczeń w świecie. Tego, jak wyglądały i wyglądają relacje z innymi oraz tego, co sam_a myślisz o sobie.

To nie wystarczy sobie powiedzieć “jestem zwycięzcą”… bardzo dużo razy?

Jeśli wrzucić w wyszukiwarkę “samoocena” albo po angielsku “self esteem”, wyskakują artykuły i obrazki mówiące o tym, że ten aspekt psychiki zależy tylko od Ciebie. Sugerują one, że Twoja samoocena wzrośnie, jeśli powtórzysz afirmujące zdania X, Y, Z wystarczająco wiele razy. A jeśli przestaniesz słuchać innych, a zaczniesz siebie, spotkasz się ze sobą i zaakceptujesz siebie, nastąpi zmiana.

W kontekście źródła niskiej samooceny często pojawia się element ludzki, a konkretnie inni ludzie. To inni nas obrażają, poniżają, kłamią, biją i tak dalej. Albo robili to w przeszłości. Lekarstwem ma zaś być stwierdzenie, że to, że ktoś myśli o Tobie źle, nie znaczy, że Ty też musisz. Odetnij się i bądź sobą.

I ja podpiszę się pod większością z tych zdań, bo poniekąd są one prawdziwe. Tylko co z tego? Co to da, jeśli każdy z nas przychodzi na świat z potrzebą miłości, szacunku, akceptacji, przynależności? Każdy chce jakichś "innych", którzy ją_jego tym obdarzą. Trudno jest się tak po prostu odciąć, ba – w większości przypadków jest to prawie niemożliwe. Można powiedzieć, że nasze "fabryczne" ustawienia są takie, że jeśli nasi opiekunowie w czasie, gdy byliśmy dziećmi, nie zadbali wystarczająco o zaspakajanie naszych potrzeb społecznych, zaczynamy uważać, że jest z nami coś nie tak. Wtedy nasza samoocena leci w dół i może taka zostać na długie, długie lata.

Oczywiście prawdą jest to, co powiedział Sartre: "Nie ważne, co z nami zrobiono, ważne co my same_mi zrobimy z tym, co z nami zrobiono". Pytanie brzmi – czy na pewno same_mi?

Relacyjny aspekt samooceny, czyli dlaczego potrzebujesz dobrych ludzi?

Jeśli już wiesz, że nie można myśleć o samoocenie w oderwaniu od relacji ze światem, to czy to znaczy, że wszystko zależy od innych? Jeśli masz dobrych ludzi wokół siebie to masz fart, a jak nie, to smuteczek? No nie. To, co próbuję Ci przekazać, to fakt, że istnieje współzależność między tym, jak Ty patrzysz na siebie i tym, jak patrzą na Ciebie inni. A także, że odrzucenie któregokolwiek z tych aspektów nie daje pełnego obrazu.

Żeby to jaśniej zobrazować, odwołam się do sposobu, w jaki działa terapia (tu w szczególności relacyjna terapia Gestalt). Klient_ka z niskim poczuciem własnej wartości przychodzi na terapię. Nawiązuje relację z psychoterapeutą_tką i pracuje nad sobą, poruszając różne ważne dla niej_go tematy.  W tym czasie, w największym uproszczeniu, powinno wydarzyć się kilka rzeczy:

· Klient_ka ma potrzebę nauczenia się słuchania siebie i ufania sobie (w tym swojemu osądowi, dotyczącemu innych ludzi),

· Zaufanie terapeutce_ie i branie pod uwagę (albo nie, bo to święte prawo klienta_ki) jej_go zdania jako takiego, którego celem jest wspieranie wzrostu i rozwoju. To nie znaczy, że terapeutka mówi tylko przyjemne rzeczy, które chce usłyszeć klient_ka. Czasem porusza sprawy trudne, ale dzięki temu, że wykształca się więź i zaufanie, łatwiej przyjąć taką informację, bo jest ona szczera i, z założenia, wspiera rozwój klienta_ki.

· Dopiero połączenie tych dwóch czynników daje możliwość budowania realnego obrazu siebie (takiego, w którym zna się i akceptuje swoje ograniczenia i możliwości) i dobrej samooceny.

Dlatego tak ważne jest, jakimi ludźmi się otaczamy. Bo trudno budować wysoką samoocenę bez wsparcia życzliwych ludzi. Takich, którzy potrafią docenić nas, ale też uczciwie powiedzieć, kiedy robimy coś, co nie jest ok. Dlatego rozejrzyj się wokół i zapytaj siebie czy ludzie, którzy Cię otaczają, wspierają Cię czy może niekoniecznie? Jeśli nie, to pomyśl, gdzie możesz znaleźć życzliwych sobie ludzi – bo oni na pewno gdzieś są! Nie wszyscy na świecie życzą Ci źle.

Poczucia własnej wartości się nie ma, tylko buduje!

Oczywiście cała praca i tak jest po Twojej stronie w tym sensie, że nikt nie zrobi nic za Ciebie. Jest to jednak praca w dwóch obszarach – osobistym i relacyjnym. W pierwszym rozprawiasz się z przeszłością/teraźniejszością (najczęściej obiema), wszystkimi trudnymi doświadczeniami, które obniżały lub obniżają Twoją samoocenę. W drugim pracujesz nad swoimi przekonaniami na temat ludzi i wzorcami wchodzenia w relacje. Na przykład takimi, które pchają Cię w toksyczne relacje. Oba obszary uczą Cię zaufania oraz radzenia sobie, gdy zostanie ono zawiedzione, bo tak czasem w życiu bywa. Nie znaczy to jednak, że Ty jesteś do niczego, a wszyscy ludzie są źli i niedobrzy.

Kiedy już przepracujesz kwestie z obszarów osobistego i relacyjnego, łatwiej będzie budować stabilne poczucie własnej wartości. Nawet w obliczu trudnych, niespodziewanych zdarzeń życiowych, bo będzie ufał_a sobie i potrafił_a zaufać innym.

Doceniaj siebie i innych.

I ostatnia uwaga na temat budowania poczucia własnej wartości. Żyjemy w kraju, w którym kulturowo bardzo trudno jest nam chwalić siebie i innych. Z pokolenia na pokolenia przekazywane było przekonanie, że jeśli dzieci się tuli, chwali i docenia, to się je "zepsuje". Wyrosną na zadufanych w sobie egoistów. Efekt jest taki, że prawie każdy z nas na trzy-cztery potrafi wymienić z dziesięć swoich wad, ale zapytany o zalety plącze się i nie wie, co powiedzieć. Mówienie o sobie dobrze lub mówienie innym dobrych rzeczy, obarczone jest ogromnym wstydem. Pokazałam Ci już, jak ważne są dobre relacje, gdy buduje się samoocenę. Jeśli jest coś, co mogę Ci poradzić, aby pomóc ją budować, to powiem: bądź wdzięczna_y i doceniaj  siebie oraz innych. I mów im to.

Każdy z nas chce czasem usłyszeć dobre rzeczy o sobie, a nie ma kto nam ich powiedzieć, bo wszyscy się wstydzą. Paradoksalnie, jest to bardzo proste, lecz niełatwe, a może zmienić wiele w naszych relacjach z innymi. Jeśli natomiast chcesz wesprzeć się w pokonywaniu wstydu oraz innych trudnych emocji, przeszkadzających w dbaniu o siebie, to zeszyt ćwiczeń “Miłość i szacunek się robi” został tak zaprojektowany, żeby Ci w tym pomóc. Kreseczka, bohaterka moich obrazków, krok po kroku przeprowadzi Cię przez proces budowania większego oparcia w sobie i dobrej samooceny.